Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Rynek filmowy Nowe media - nowe pokolenie Animacja - Żadne państwo nie ma takiego międzynarodowego systemu dystrybucji, jak USA

Nowe media - nowe pokolenie

Animacja - Żadne państwo nie ma takiego międzynarodowego systemu dystrybucji, jak USA

Brakuje miejsc, gdzie polskie produkcje dla dzieci mogłyby być pokazywane i gdzie ich twórcy mogliby zarobić – mówi Marcin Męczkowski. Współreżyser i współscenarzysta “Jak uratować mamę” opowiada o długim procesie powstawania animowanej produkcji, braku zainteresowania dystrybutorów rozpowszechnianiem polskiego kina dla dzieci i niemożności wpłynięcia na promocję ukończonego filmu

Czy polskie animacje mogą konkurować z amerykańskimi? Co wyróżnia “Jak uratować mamę” na ich tle?
Nie staraliśmy się konkurować. Staraliśmy się zrealizować uniwersalną historię i przekazać ją obrazem o dobrej jakości, tak by była zrozumiała dla ludzi na całym świecie. W Polsce mamy twórców, którzy też potrafią zrobić dobry film animowany.

Zespół ludzi, którzy pracowali nad filmem, to doświadczeni animatorzy?
Absolutnie tak.

Dlaczego w Polsce nie powstaje kino dla dzieci?
Ten rynek jest zdominowany przez produkcje amerykańskie, z powodu środków finansowych, jakie posiadają wielkie wytwórnie. Ich animacje są dystrybuowane na całym świecie, w tym samym czasie. Dlatego innym krajom jest trudno przebić się ze swoimi produkcjami. Żadne inne państwo nie ma bowiem takiego międzynarodowego systemu dystrybucji, jak Stany Zjednoczone.

Nie musimy realizować drogiego kina animowanego, moglibyśmy produkować kameralne, aktorskie kino dla młodego widza, takie, jakie powstaje w zachodniej Europie, głównie w krajach skandynawskich, w Niemczech... Ale polscy producenci nie palą się do tego, by angażować w nie swoje finanse. Czy wobec tego nie mamy żadnych szans na to, by takie kino robić w Polsce?
Szanse mamy średnie. Brakuje u nas odpowiedniego systemu dystrybucji. To nie wina producentów, że nie powstaje u nas kino skierowane do młodego widza. To dystrybutorzy nie znajdują na nie miejsca w multipleksach. Wolą pokazywać nastolatkom komedie romantyczne. Młodzież chodzi na nie do kin. W tej sytuacji na aktorskie kino dla dzieci jest raczej miejsce w telewizji. Są w niej kanały adresowane do młodzieży, jak Disney Channel, czy Nickelodeon, z międzynarodowymi produkcjami. Brakuje miejsc, gdzie polskie produkcje dla dzieci mogłyby być pokazywane i gdzie ich twórcy mogliby zarobić.

A kino dla dzieci w przedziale wiekowym 5–10 lat? Nie pójdą same do kina, bilety trzeba więc liczyć podwójnie, albo potrójnie – dla producentów i dystrybutorów to przecież dobrze. Myśli Pan, że rodzice nie chcieliby zabrać dzieci na polski film?
Oczywiście, że tak. Sam mam dziewięcioletnią córkę. Ale dzieci chcą pójść do kina na film, którego reklamę widziały w telewizji, albo w McDonald`s. Sequele “Shreka” i innych popularnych bajek – realizowanych przez wielkie studia filmowe - robi się dlatego, że dzieci lubią oglądać to, co już znają, tak jak dorośli lubią słuchać “złotych przebojów”. My zrobiliśmy “Jak uratować mamę” trochę dlatego, że nie wiedzieliśmy, że się nie da.

Czyli, według Pana, każdy z elementów systemu naczyń połączonych w polskim kinie dla dzieci zawodzi? Zarówno dystrybucja, jak i promocja?
Tak, ponieważ dla dziecka “Shrek”, czy “Merida waleczna”, czy jakakolwiek inna animacja to polska bajka, ponieważ jest ona dubbingowana. Dzieci w tym wieku nie mają uczuć patriotycznych. Nie interesuje ich, czy postaci wyszły spod ręki polskiego rysownika, czy animatora. Dla dystrybutora zaś dużo łatwiej jest rozpowszechniać amerykański film za pośrednictwem dużych studiów. Tu nie ma miejsca na patriotyzm.

Czy, Pana zdaniem, przydałby się w Polsce dystrybutor zajmujący się wyłącznie kinem dla dzieci?
Poszerza się sieć dystrybucji w małych miejscowościach, więc sądzę, że jest miejsce na rodzime kino i rodzimych bohaterów. Animacja jest takim gatunkiem, że po zamienieniu w nim oryginalnej ścieżki dźwiękowej na taką w innym języku dany produkt może być dystrybuowany międzynarodowo. Robimy wszystko, by film “Jak uratować mamę” trafił do dystrybucji w innych krajach.

Udało się sprzedać film za granicę?
Pokazaliśmy film na kilku festiwalach, m.in. w Indiach i chcemy zmienić ścieżkę dźwiękową na hindi, by w taki sposób pokazać tam polski film.

Zazwyczaj, w przypadku produkcji skierowanych do młodego widza, bardzo długo trwa gromadzenie i dopinanie budżetu. Jak to było z “Jak uratować mamę”?
Czternaście lat. Pomysł narodził się w 1999 roku. Wtedy razem z Danielem Zduńczykiem postanowiliśmy zrobić polski film animowany. Na początku chcieliśmy wszystko finansować sami, ale nie bardzo wiedzieliśmy, “czym to się je”. Potem pracowaliśmy nad scenariuszem. Postanowiliśmy potraktować ten projekt ambicjonalnie i nie poddać się. Dopiero ATM Grupa i Polski Instytut Sztuki Filmowej pomogli nam w dopięciu budżetu. Sama produkcja trwała cztery lata.

Podjął Pan odważną decyzję zrealizowania animacji dla dzieci, bo wcześniej nie robił Pan takiego kina. Pana “Kajko i Kokosz” z 2006 roku ma szesnaście minut. Jak długim filmem jest “Jak uratować mamę”?
Ma około sto minut.

Nie obawiał się Pan, że projekt “Jak uratować mamę” może się nie udać – w związku z tym, że to Pana debiut w roli twórcy kina dla młodego widza?
Zrobiłem dużo rzeczy dla telewizji, jestem animatorem i bardzo doświadczonym graczem, głównym współtwórcą filmu. Staraliśmy się bardzo dobrze wszystko przemyśleć na etapie scenariusza. Poprawki i konsultacje trwały ponad trzy lata. To był okres prób i tworzenia nowych technologii. Dopiero kiedy byliśmy pewni, że mamy dobrą historię, która może porwać widzów i wiemy, jak ją technologicznie zaprezentować, wzięliśmy się do pracy. Sądzę, że dobrze się przygotowaliśmy.

ATM Grupa również zadebiutowała w dziedzinie kina dla młodego widza. Także bez obaw? Mówiliśmy przecież, że w Polsce producenci nie chcą inwestować w takie filmy...
ATM Grupa to największy polski producent. Myślę, że z ich strony pojawiła się chęć eksperymentowania a także decyzja o dywersyfikacji działań. ATM Grupa lubi eksperymentować z różnymi formatami. A ponieważ ja i Daniel Zduńczyk jesteśmy związani z tą firmą od wielu lat – pracując nad projektami telewizyjnymi – namówiliśmy jej decydentów do spróbowania sił w tym niepopularnym gatunku.

Jaki jest budżet promocji “Jak uratować mamę”? W polskim kinie nie ma szans, by był on – jak w Hollywood – równy budżetowi produkcji...
Niestety, nie wiem. Powinien być taki sam, jak budżet produkcji, ale nie mamy u nas warunków amerykańskich. Gdy ukończyliśmy film, oddaliśmy go w ręce dystrybutora i to on decyduje o charakterze promocji.

Nie może Pan wpłynąć na jej kształt?
Nie. Zajmują się tym doświadczeni ludzie i nie dopuszcza się tutaj szalonych pomysłów twórców filmu.

Czy będą emitowane reklamy filmu w telewizji przed jego premierą 1 czerwca? Mówił Pan, że dzieci chcą oglądać w kinach produkcje reklamowane w telewizji...
Mam taką nadzieję. Wiem, że są przygotowywane, ale nie znam media planu.

© ANKH, Audiowizualni.pl 2016

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!