Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Partnerzy Magazyn Filmowy SFP To stereotyp, że muzułmanie nienawidzą Żydów - rozmowa z Muneebem Hassanem [Magazyn Filmowy]

To stereotyp, że muzułmanie nienawidzą Żydów - rozmowa z Muneebem Hassanem [Magazyn Filmowy]

Jak zainteresowałeś się historią polskich Żydów z czasów drugiej wojny światowej, która jest tematem twojego filmu Mój brat?
Muneeb Hassan: W Pakistanie, w którym się urodziłem i wychowałem, uczy się jedynie historii naszego kraju. Bardzo dużo ludzi nie wie, kim był, ani co zrobił Hitler. Sam nazywałem swojego tatę Hitlerem. Myślałem, że to nic złego. Dopiero, gdy przeniosłem się do Nowego Jorku, gdzie teraz żyję, poznałem historię Holokaustu. Mimo że jestem muzułmaninem, chodziłem do katolickiej szkoły. To w niej nauczyłem się tolerancji dla innych kultur. Moim ulubionym świętem zawsze było Boże Narodzenie – bardzo podobał mi się jego klimat, światełka rozwieszone na ulicach, ten spokój. Mimo to, w szkole nie nauczono mnie historii Europy z czasów tego tragicznego okresu.

W jakich okolicznościach dowiedziałeś się o Holokauście?
W college’u. Dowiedziałem się jednocześnie o jego istnieniu i o tym, że niektórzy uważają, że nigdy go nie było, co wprawiało mnie w szał. Miałem już wtedy mnóstwo znajomych Żydów, z którymi zacząłem nagminnie rozmawiać o tym trudnym temacie. Sam stawiałem sobie pytanie, czym dokładnie był Holokaust. Odpowiedzi szukałem w filmach, których obejrzałem mnóstwo od Listy Schindlera przez Idę aż po dokumenty. Byłem wstrząśnięty tym, że ludzie byli zabijani tylko za to, że wychowali się w innej kulturze. Poczułem wtedy obowiązek zgłębienia tego tematu i przybliżenia go ludziom takim jak ja, którzy przez większość swojego życia byli w błogiej nieświadomości. Moim naturalnym sposobem wyrażania się jest film, więc zacząłem szukać scenariusza.

Wciąż nie powiedziałeś mi, dlaczego wybrałeś Polskę na miejsce akcji.
To wynik moich badań nad tym tematem. Przeczytałem mnóstwo książek, m.in. memorandum o wymordowaniu polskiej inteligencji w 1939 roku, która mogłaby stanowić opozycję wobec działań Hitlera. Po tej lekturze wiedziałem, że chcę kręcić w waszym kraju.

Muzułmanin opowiada historię Holokaustu – to piękna, ale jednocześnie szalenie kontrowersyjna perspektywa.
Zdecydowanie. Opowiadam historię z mojego punktu widzenia, przekazuję widzom moje emocje – emocje muzułmanina, który opowiada o tym, jak świadomość Holokaustu wpłynęła na jego psychikę. To duże wyzwanie, które podejmuję, bo utożsamiam się z bólem ofiar. Nie interesują mnie kwestie wyznania ani polityki. Chodzi o czysto ludzką więź z tymi, którzy zginęli. Gdyby nie chodziło o Żydów, tylko o kogokolwiek innego, również nakręciłbym ten film. Żydzi i muzułmanie to kuzyni, pochodzimy z tej samej rodziny. Nie różni nas wiele, a nasze losy podczas wojny potoczyły się całkiem inaczej.

Jak sami Żydzi reagują na twój pomysł?
Rozmawiałem z żydowskimi kolegami z pracy czy z człowiekiem, który przeżył Holokaust. Wszyscy są bardzo podekscytowani wizją zobaczenia filmu. Niesamowite i trudne do wyobrażenia jest to, że chociaż żaden z moich żydowskich znajomych nie mógł z racji wieku doświadczyć Holokaustu, to każdy ma jakąś praprababkę, która była w obozie. Wszyscy bardzo doceniają to, co robię.

Jaka jest sytuacja Żydów w twojej ojczyźnie?
Podczas wojny wielu Żydów uciekało do Pakistanu, ale dziś nie ma w nim żydowskich społeczności, bo wszyscy przenieśli się do Izraela. Mam zdjęcie jednej żydowskiej dziewczyny bawiącej się podczas naszego narodowego święta w tradycyjnym pakistańskim stroju.

Występuje problem antysemityzmu?
To stereotyp, że muzułmanie nienawidzą Żydów. Pakistańczycy na pewno się ich nie boją, ani nie są wobec nich wrogo nastawieni. Dowodem niech będzie to, że niektórzy bardzo lubiani w naszym kraju aktorzy są Żydami. Pakistan jest jedynym krajem w regionie, który zezwala na wjazd Żydów.

Wróćmy do filmu. Zainteresowałeś się scenariuszem Jacoba Stuarta. Dlaczego?
Bo opowiada historię dwóch braci, którzy zostają wystawieni na próbę w czasie wojny. Sam mam młodszego brata, który jest pilotem. Wielokrotnie wyobrażałem sobie naszą relację w tak ekstremalnych warunkach, zadawałem sobie pytanie, co bym zrobił, gdybym musiał wybierać między swoim a jego życiem. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał na nie odpowiedzieć, ale do egzorcyzmowania go posłużyło mi kino. Matka bohaterów została zamordowana – muszą z tym żyć, muszą nieść dziedzictwo swojej rodziny, muszą przetrwać. Kolejną rzeczą, która mnie zafascynowała, było to, że brat w scenariuszu nie zginął przez nazistów, tylko przez własny upór i głupotę. Inną interesującą kwestią jest temat żołnierzy SS, z których wielu poddało się praniu mózgu i uwierzyło, że Żydzi nie byli ludźmi. Ale nie wszyscy. Znaleźli się też i tacy, którzy odczuwali wobec nich empatię. Dla obu typów znalazło się miejsce w scenariuszu.

Co takie zróżnicowanie nazistów może wnieść do filmu?
Wierzę, że dzięki temu widz może spojrzeć na swojego bliźniego z większym współczuciem, może zrozumieć, że ludzie są różni, mają odmienne pobudki i motywacje. Mam wrażenie, że dzisiaj szczególnie wyraźnie i często powinniśmy o tym przypominać. Przy każdej okazji.

Boisz się, że historia może się powtórzyć?
Piotr Stramowski, który gra w moim filmie główną rolę, powiedział, że to, co wydarzyło się podczas Holokaustu, dzieje się teraz w Aleppo, gdzie ludzi giną, a nikt nic z tym nie robi. Zgadzam się z jego stwierdzeniem. Na naszych oczach giną ludzie, umierają dzieci, rodziny się rozpadają – nikogo to nie obchodzi. W najpotężniejszym kraju świata do władzy dochodzi człowiek, który palcem w tej sprawie nie kiwnie, a Europa coraz częściej zamyka granice przed uchodźcami. Historia nas jeszcze z tego rozliczy. Kiedy byłem pierwszy raz w muzeum w Oświęcimiu, w pewnym momencie załamałem się. To było wtedy, gdy w jednym z baraków zobaczyłem włosy prawdziwych ludzi. Rekomenduję wszystkim, zwłaszcza naszym politycznym liderom, żeby wybrali się do obozów i zobaczyli, do czego może doprowadzić nasza obojętność. Solidarność zaczyna się w dostrzeżeniu bólu innych. Przekonałem się o tym niedawno, kiedy spalono meczet w Teksasie – z czystej nienawiści. Żydzi zaoferowali swoją synagogę muzułmanom, aby mogli się modlić.

Znów odchodzimy od filmu. Opowiedz mi, co stało się po tym, jak znalazłeś scenariusz.
Na Facebooku jest grupa zrzeszająca filmowców z Nowego Jorku. Ogłosiłem tam, że szukam polskich aktorów i producenta. Dzięki jej kontaktom poznałem Piotra Stramowskiego, który z kolei przedstawił mnie Bartkowi Kotschedoffowi. Kiedy okazało się, że też jest aktorem, i że łączy ich przyjaźń, uznałem, że idealnie nadają się do ról braci. W grupie była też Agata Drogowska, polska dziennikarka filmowa żyjąca w Stanach, która skontaktowała mnie z wieloma osobami z Polski, w tym z historyczką Joanną Talewicz-Kwiatkowską. Wkład Joanny jest nie do przecenienia. To ona zabrała mnie na wycieczkę po Krakowie. Odwiedziliśmy żydowskie muzea i dzielnice. Przetłumaczyła też dialogi na polski.

Nie chciałeś mieć wglądu w język bohaterów? Nie mówisz przecież po polsku.
Angielskie dialogi były fatalne – bardzo hollywoodzkie i nienaturalne. Po polsku brzmią znacznie lepiej, co potwierdzają wszyscy moi polskojęzyczni współpracownicy.

Czyli nie chcesz nakręcić amerykańskiego filmu?
Nie, o wiele bardziej interesuje mnie kino europejskie. Jest znacznie bardziej artystyczne, wyrafinowane. Amerykanie poruszają zawsze te same tematy: miłość, zdradę, rasizm, narkotyki, morderstwa. Mnie one nie interesują. Kiedy kręciliśmy nasze etiudy w szkole filmowej, wszyscy koledzy z roku realizowali horrory, kryminały, obrazy gangsterskie. Ja jako jedyny nakręciłem komediowy musical. Profesorowie nienawidzili go – to nie był ich typ kina, odstawał od tego, co sami robili.

Zdałeś?
Tak, ale dostałem czwórkę z minusem. Mój opiekun artystyczny był fanem kryminałów, oczekiwał, że napiszę tego typu historię. Ale nie mogłem przecież zabić bohaterki komedii romantycznej! W akcie buntu coraz bardziej przenosiłem swoje zainteresowanie na kino europejskie. Jestem wielkim fanem łódzkiej Szkoły Filmowej. Chciałem w niej studiować przez semestr, bo uczą tam, jak tworzyć piękne historie, a nie piękne kadry jak w USA.

rozmawiał: Artur Zaborski

Magazyn Filmowy SFP, kwiecień 2017
przedruk za zgodą redakcji

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!